(tłum. Tomasz Pryll)

Środa, 29. lipca

Pogoda poczęła zmieniać się na nieprzyjemną. Wieczorem udaliśmy się pieszo do Hermsdorff [Sobieszów]. Mili ludzie w szynku, mężczyzna, kobieta i dzieci. Piwo i mleko za dwa czeskie grajcary. Chcieliśmy zwiedzić bibliotekę, o której czytaliśmy w naszych książkach. Jednak w pałacu nie znaleźliśmy nikogo, kto potrafiłby zrozumieć słowo „biblioteka” [Mendelssohn mógł czytać o bibliotece u Hosera].

Joseph Mendelssoh
Joseph Mendelssohn
 
 
Również słowo „książnica” nie posunęło nas ani o krok. Nasz gospodarz powiedział nam po powrocie, że nasz trud był próżny: trzeba było zapytać mnichów (?), bowiem od wielu lat uratowane z pożaru zamku Chojnik w 1674 r. dokumenty i rękopisy porzucone są na pastwę zniszczeń i robactwa. – Takie niedbalstwo winno być moim zdaniem karalne i jest zbrodnią przeciwko narodowi w czasach współczesnych i w przyszłości. Jeśli już musimy dźwigać jarzmo i obowiązki wielkich państw, winniśmy zadbać o to, byśmy mogli cieszyć się tym, o co wielkie państwa winny zachować – muzea ojczyźniane winny starannie przechowywać to, co pozostało nam z czasów minionych, a więc to, co kreuje naród: sięganie poza ramy czasowe żyjącego pokolenia, poznawanie uczynków i działań przodków i ich starań, by pozostawić potomnym wiedzę swoich czasów.
 
Zamek Chojnik
Zamek Chojnik